To nie są radosne urodziny bloga

Drugie urodziny bloga. Czas naprawdę sporego zwątpienia i rozmyśleń o przyszłości. Dlaczego? Chcę wyjaśnić. 

Na początek trochę historii. Pierwszy tekst na blogu datowany jest na 14 maja 2014, ale tak naprawdę Pana od Muzyki założyłem 17 maja, a dwa wcześniejsze teksty napisałem tego samego dnia i zmieniłem terminy publikacji. Sprytne? Nie wiem, po prostu chciałem dość szybko zapełnić stronę materiałem. Pomysł był prosty, planowałem skopiować zagraniczne blogi muzyczne, które pisały króciutkie notki o jednym artyście lub nawet pojedynczym utworze. Dlatego pierwszym założeniem było stworzenie serii 100 tekstów o młodych muzykach pt. „Nowe Dźwięki”.

Po miesiącu zacząłem łączyć trzy wpisy, a następnie pięć, w jeden. Czułem, że ta zachodnia formuła nie jest dla mnie. Trzy miesiące później rozpocząłem pisanie trochę innych tekstów. Pojawiały się: zestawienie nowo wykopanych na YouTube utworów, artykuł o tym, jak pewien girlsband ukradł utwór Banks, pojawiały się też pierwsze playlisty i podcast. Wszystko powoli (bardzo powoli) się kręciło. Niestety brakowało trochę możliwości w ramach, które sobie wyznaczyłem.

blog maj 2014
Tak blog wyglądał od powstania do lipca 2014. Później zaczął przypominać to, co widzisz dzisiaj.

Nowa muzyka, nowa zagraniczna muzyka, mało nowej, polskiej muzyki. Wszystkie teksty zaczęły wyglądać tak samo: sylwetka artysty, podcast, playlista z nowymi utworami. A ruch wcale się nie zwiększał. Zainteresowanie rosło się jedynie wówczas, gdy pisałem o rodzimych muzykach, a któryś z nich udostępnił go w swoich socialach np. Baasch, Milky Wishlake czy Rysy. W czerwcu 2015 stworzyłem przewodnik po średnich i małych festiwalach, który przyjął się całkiem dobrze. Ale to właściwie tyle. Nikt nie reagował, rzadko kiedy ktoś cokolwiek podpowiedział. Blog powinien się rozwijać, a stał w miejscu.

Szukałem rozwiązania, miałem dwa wyjścia: pójść w stronę rozbudowanych treści, wydawanych rzadko, albo skupić się na modelu częstych, krótkich notek, choćby dlatego, że w tamtym czasie Pana od Muzyki dodano do Hype Machine. Jak na złość, chciałem połączyć oba formaty. Przy braku czasu i małym napływie czytelników okazało się to rozwiązaniem… deprymującym.

Przez ostatnie miesiące niewiele się zmienia. Szarpałem się z Nowymi Dźwiękami 2015, bo myślałem, że ludzie chcą czytać dłuższe, rzetelnie przygotowane historie o rozwoju projektów muzycznych. Po raz kolejny się myliłem. Nie pomogły nawet próby wrzucania linków na Wykop. A o podcastach muzycznych zapomnijmy zupełnie, bo tutaj porażka goni porażkę.

Mnóstwo poświęcanego czasu, a efektów brak. Na pewno popełniłem wiele błędów. Część z nich mogę wymienić jednym tchem, bez zastanowienia. Ale wiesz, ja po prostu pragnąłem pisać o tym, co uwielbiam. Myślałem, że w końcu, po okresie przyswajania, ludzie będą chcieli o tym czytać.

Blog miał być oknem na świat dla gościa, który niekoniecznie ma mocno rozwinięte skille społeczne. Jednak dość szybko uświadomiłem sobie, że odgrzewanie czegoś, co na świecie (i w Polsce trochę też) już istnieje, bez niczyjej pomocy, jest ciężkim zadaniem i nie ma dużego sensu. Chciałem przecież tworzyć coś nowego, a blog miał być platformą, takim przekaźnikiem myśli. Rok 2016 to właściwie tylko jeden dobry projekt – Klasa 2016. Dotarłem drogą mailową do szóstki świetnych, dopiero rozwijających się muzyków i poprosiłem ich o odpowiedzi na kilka punktów. Każdy z nich zrobił to z chęcią i (prawdopodobnie) uśmiechem. Tylko wtedy czułem, że coś tworzę.

statystyki maj 16
Tak prezentują się statystyki bloga, ostatnie 30 dni. Marnie.

Przy ponad trzystu wpisach (wielorakiej długości i tematycznej objętości, a więc z różnym potencjałem pozycjonującym), w ciągu ostatniego miesiąca, na bloga zajrzało trochę ponad 1 100 osób, z czego współczynnik odrzuceń (wyszli po przejrzeniu jednej strony, ruch przede wszystkim z Google’a, najczęściej w poszukiwaniu zdjęcia) wyniósł prawie 70 %. Nie daje to sporych nadziei na sukces. Nie chcę się skarżyć czy żalić, bo jak wspomniałem, znam sporą część swoich błędów, ale pokazać, dlaczego mam tak duże wątpliwości, co do dalszego funkcjonowania tego miejsca. Te dwa lata pokazują, że ludzie muzyki słuchają, nie poszukują o niej informacji czy dostarczycieli opinii. W takim razie czym miałby się zajmować blog muzyczny? Dziesięć jedno akapitowych newsów dziennie – to nie blog.

Moja opieszałość we wprowadzaniu nowości i monotematyczność wpisów bierze się z prostego powodu – nie wiem czego chcą czytelnicy, poszukiwacze muzyki. Nie mam pojęcia w jakiej formie mam dostarczać materiał. I czy w ogóle to robić. Muszę być ciągle na bieżąco z wydawnictwami, muszę znać trendy i śledzić zmiany w technologiach rozpowszechniania muzyki. Z przeciętnie płatną pracą, w pełnym wymiarze czasowym to trudne.

Widzisz zatem, jestem w potrzasku. Mogę traktować Pana od Muzyki jako rozrywkę, pamiętniczek muzycznych namiętności i doznań. Ale równie dobrze mogę robić to bez opłacania hostingu, domeny, aktywności w social mediach i zastanawiania się czy jest sens to napisać. Czy ktokolwiek zajrzy i stwierdzi, że cokolwiek mu to dało.

Pierwszy rok blogowania był inwestowaniem i szukaniem nadziei. Drugi był szarpaniną z rzeczywistością oraz rozglądaniem się za drogą wyjścia z wielkiego labiryntu. Nie wiem dokąd zaprowadzi mnie trzeci. I czy w ogóle dokądś zaprowadzi.

  • Jeżeli naprawdę dużo przyjemności sprawia Ci tworzenie tego miejsca, to nie poddawaj się tak szybko. Dwa lata to nie jest aż tak dużo. Jeżeli nie straciłeś wiary w tę stronę, to walcz. ;)

  • Jestem zdania, że jeżeli coś nie daje Ci satysfakcji, możesz się zająć czymś innym, odpocząć, sprawdzić, czy naprawdę Ci tego brakuje. Każdemu się czasem zdarzy twórcza zadyszka, a ciśnięcie się na siłę jest kompletnie bez sensu. :-P

    • To nie jest twórcza zadyszka, bo co ja właściwie tworzę? Chodzi bardziej o niedostosowanie formatu do rynku i brak wizji, która by mnie zadowoliła.

  • Rusz tyłek i do roboty! Nie poddawaj się tak łatwo. Pamiętaj, są osoby (np. ja), które chcą Ciebie czytać. W końcu nie każdy ma chociażby kilkadziesiąt wyświetleń. I tak, mam nadzieję, że jest Ci głupio, a przynajmniej powinno, bo jak skończysz pisać, to ja przestaję słuchać muzyki! :)

    • Wcale nie twierdzę, że przestanę pisać. Zauważam jedynie, że takie „pisanie” jak obecnie, nie ma wielkiego sensu. A tworząc coś większego, powstawały będą ogromne luki między publikacjami. Stracą wszyscy, niezależnie, co zdecyduję.

  • Gdybym tak przejmował się statystykami, to już dawno zamknąłbym blogaska i zajął się czymś pożyteczniejszym. Ale jednak mimo wielu przestojów, potrzeba dzielenia się muzyka zawsze u mnie wygrywa. Mam nadzieję, że u Ciebie również.

  • Weronika Anastazja Bąk

    Dopiero Cię odkryłam, jeśli mogę to tak nazwać. Znalazłam Twoją stronę na Facebooku, przeczytałam parę wpisów i polubiłam Cię. Nie warto się poddawać, to chwilowe, jak u ludzi zastój i wrażenie „cofania się”. :)

  • Kolego nie poddawaj się! Będzie dobrze! Jeśli kochasz muzykę(tak jak ja!) rób to dalej. Może warto na chwilę wcisnąć pauzę? Daj sobie tydzień, dwa oddechu i wróć do pisania. Jeśli byś chciał dodać coś z rocka/metalu i innych cięższych brzmień daj znać, może warto zrobić jakąś kolaborację (nie chcę $$). :)