Vespertine wyciekła sześć miesięcy przed premierą, Volta została przez przypadek umieszona na iTunesie na miesiąc przed wydaniem, natomiast Biophillia pojawiła się w sieci dwa tygodnie przez oficjalną publikacją. Czy kogokolwiek dziwi więc, że krążka Vulnicura można było posłuchać już na dwa miesiące przed ogłoszonym 14 stycznia terminem?

Co zrobiła Björk? Trochę ponad dobę po wycieku materiału ogłosiła, że przyspiesza (digitalną) premierę płyty. Zaniedbanie, które zamieniło się w przyspieszony prezent czy kalkulowana viralowa akcja marketingowa mająca na celu wzbudzić zainteresowanie?

Skupmy się przez chwilę na niewątpliwych walorach artystycznych albumu: Vulnicura to dziewiąty album studyjny (wliczając Björk z 1977) niespełna 50-letniej legendy muzyki alternatywnej i najbardziej rozpoznawalnej obywatelki Islandii. Nagrywany w Nowym Jorku pod okiem znakomitych producentów (Arca i The Haxan Cloak). Zawiera tylko 9 utworów, choć całość trwa prawie godzinę.  Tytuł „Vulnicura” to zbitka dwóch łacińskich słów: „vulnus” i „cura” czyli „rany” i „lekarstwo”. Dochodzimy więc do luźnej konkluzji, że ta płyta jest „lekiem na na rany i ból”. Islandka pisze o nim: i guess i found in my lap one year into writing it a complete heartbreak album . (pisownia oryginalna)

Uwielbiam Brzozę, Córkę Gudmunda i jej artystyczne podejście do życia, dlatego nie chce mi się wierzyć, że cała akcja była zaplanowana. Niestety prawdopodobnie to nie sama artystka podejmuje decyzje odnośnie promocji materiału. Też włączyła Ci się czerwona lampka?

Sprawę, przez umiłowanie do artystki, zacząłem badać błyskawicznie po pojawieniu się pierwszych doniesień o wycieku. Na czoło wysuwało się kilka teorii, wszystkie równie absurdalne:

  • Björk jest na tyle popapraną artystką, że chcąc sprawdzić nastroje, robi miłośników jej muzyki w konia i sama wrzuca utwory, które nie są tymi za które się podają, tzn. są fejkami;
  • do sieci trafił materiał demo, ze wczesnej fazy prac i masteringu i nie są to wersje finalne na które wszyscy czekają.

Wszystko było jednak zgodne z tym co chwilę wcześniej zaanonsowała na swoim fanpage’u artystka: ilość piosenek, tytuły, nawet udział Antony’ego Hegarty’ego. Wszystko jakby na przekór teoriom znalezionym w sieci. Dodatkowo, utwory, w pełnych aranżacjach, z udziałem kompletnej orkiestry symfonicznej i mrocznymi bitami Arci nie mogły być wersjami ze wczesnego stadium prac nad krążkiem.

Aha, ważna sprawa, mam nadzieję, że nie oberwie mi się zbyt mocno – jestem w stanie napisać powyższy akapit, ponieważ przesłuchałem dwukrotnie Vulnicurę kilka godzin po jej przedostaniu się do Internetu.

bjork-album

Wróćmy jednak do 20 stycznia czyli dnia w którym Vulnicura trafiła na iTunesa, skąd legalnie można pobrać album, uiszczając za to opłatę – 10.99 USD. Kompletny cyfrowy album liczy osiem, a nie dziewięć utworów, najdłuższa, ponad dziesięciominutowa kompozycja „Black Lake” pojawi się na edycji pudełkowej, która ukaże się dopiero w marcu, czyli pierwotnym terminie wydania. Ten zabieg i rozbieżność dat potwierdza raczej teorię o braku udziału managementu artystki w całym zamieszaniu, a sama Islandka idzie na rękę fanom, którzy chcą słuchać jej nowych utworów już teraz, ale legalnie.

Dochodzimy do momentu w którym należy jednak zastanowić się i zadać pytanie „Kto w takim razie zawiódł, kogo należy obwiniać za tę sytuację i po co w ogóle to robić?” Londyńska wytwórnia artystki One Little Indian na pewno będzie się musiała ostro tłumaczyć.

Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem tej zagadki jest postać jakiegoś chciwego, sprzyjającemu grupie Anonymous, albo po prostu głupiego i nieświadomego powagi sytuacji, dziennikarza muzycznego, który otrzymał kopię recenzencką albumu i błyskawicznie ją udostępnił. Ale do potwierdzenia tej hipotezy jeszcze długa droga.

To nie pierwszy taki przypadek na przestrzeni ostatnich miesięcy. Najgłośniejszym, bo związanym z inną legendą i artystką mainstreamową, był wyciek i przyspieszona o ponad trzy miesiące premiera nowego materiału Madonny. W sieci na kilka (lub kilkanaście) dni przed oficjalnym terminem pojawiły się także bardzo wyczekiwane zeszłoroczne debiuty: LP1 FKA twigs (label Young Turks) i Goddes Banks (Harvest).

O czym świadczą coraz częstsze wycieki płyt? O łatwym dostępnie do materiału ludzi o niekoniecznie czystych intencjach, o słabych zabezpieczeniach wytwórni? A może to tylko zabiegi marketingowe i robienie szumu?

Przyspieszona premiera Vunicury tylko kolejne zaniedbanie w branży muzycznej czy spektakularny „wyciek kontrolowany”?

zdjęcia przedstawiają art-worki będące (prawdopodobnie) okładką płyty/źródło: One Little Indian Records