10. Wy – You + I

Szwecja / indie rock, melancholic indie

Duet z Malmö to jedno z moich objawień 2017 roku. Ebba i Michel wydali cudownie cudowny album “Okay” i każdy z 10 utworów, znajdujących się na płycie, mógłby trafić do tego zestawienia. O samej płycie na pewno sobie jeszcze porozmawiamy w podsumowaniu longplay’ów, ale na razie zdanie o “You + I”.

Skoro cała dziesiątka jest tak powalająca, dlaczego wybrałem właśnie ten? “You + I” to trzeci ubiegłoroczny singiel, który ma świetny, homemade’owy klip oraz przedobre riffy i wokal w refrenie. Przeszywające i dostarczające.

9. Julien Baker – Appointments

USA / indie rock, acoustic, singer-songwriters / więcej informacji

Julien Baker to jedna z moich ulubionych artystek w ogóle. Jestem dumnym posiadaczem obu jej płyt – “Sprained Ankle” z 2015 i “Turn The Lights Out” z końcówki 2017 – a “Appointments” to utwór, który wprowadził nas w aurę ostatniego krążka i udowodnił, że Julien może jeszcze więcej, po tym, gdy przeniosła się do Matador Records.

Melancholia wyciekająca z każdego dźwięku, zatrważający, chwytający za gardło głos i ta oszczędność – nie ma tutaj ani jednego zbędnego dźwięku. Wszystko pasuje do siebie, jak ulał.

8. Lorde – Liability

Nowa Zelandia / pop, alter pop, acoustic / więcej informacji

“Melodrama” to jedna z TOP3 albumów 2017 i długo trudno było mi zdecydować, który utwór z nowego albumu Elli lubię najbardziej. Ostatecznie pada (choć wszystko może się w ciągu następnych miesięcy zmienić) na “Liability” – skromną, urokliwą balladę o życiu w swoim własnym cieniu, a właściwie w cieniu swojej Persony. A Nowozelandka wiedzieć musi doskonale jak to jest. Jeśli nie ona, to kto?

7. SZA – 20 Something

USA / soul, R&B, rap

Solána Imani Rowe w ciągu kilku ostatnich lat wspieła się na szczyt. Jest rozpoznawalna w każdym kręgu, współpracuje z największymi artystami hip hopowymi i popowymi, od Kendricka po Maroon 5, a jej debiutancka płyta “Ctrl” to wspaniała mieszanka stylowych akustycznych dźwięków i kultury z której się wywodzi. “20 Something” do bardzo delikatna kompozycja, mocno różniąca się od siglowych “Love Galore” czy “Brew Barrymore”.

Dlaczego więc ona? Najbardziej dotyka mnie w niej tekst. Sam jestem tym tytułowym twenty-somethin’ i choć pochodzimy z dwóch różnych światów (i mamy zdecydowanie różne potencjały artystyczne), spotykają nas bardzo podobne rozterki wewnętrzne.

6. joji – will he

Japonia/Australia / deep electro, alter-R&B / więcej informacji

George Miller to jeden z talentów, który przeszedł wielką transformację w 2017 roku. YouTuber Filthy Frank oraz muzyk-satyrysta Pink Guy zamienił się w odważnego artystę z krwi i kości. Joji już od początku ubiegłego roku zaczynał budowanie swojego wizerunku oraz bazy fanów, a zdecydowanie pomogło mu w tym 88rising, grupa mediowa, odpowiedzialna za wprowadzenie na amerykański rynek także innych muzyków azjatyckiego pochodzenia np. F.K.A. Rich Chigga czy yaeji.

Teraz joji świętuje wydanie “In Tongues” EP na której króluje “will he”. To bardzo nastrojowy utwór, który każdego wprowadzi w odprężający nastrój (sprawdzone na wielu grupach wiekowych), a fana miękkiej, powolnej elektroniki doprowadzi do progu ekstazy. Pogranicze R&B, rapu i deep electro to mieszanka, która może dostarczyć nam wiele radości na początku 2018.

5. Stella Donnelly – Boys Will Be Boys

Australia / acoustic, singer-songwriters, indie rock

Zdecydowany czarny koń tego zestawienia, który wdarł się do pierwszej dziesiątki przebojem. Młoda Australijka wydała “Trush Metal” EP 25 sierpnia 2017, ale ja odkryłem “Boys Will Be Boys” dopiero w listopadzie. I oczy mi się pocą, za każdym razem, gdy słucham tego utworu.

Słodka, niewinna, akustyczna ballada, prawda? To posłuchaj jeszcze raz. Utwór niezwykle świadomy, poruszający okropny temat, który przewijał się przez cały ubiegły rok, wszędzie, gdzie mógł. I dobrze. PRZESTAŃMY W KOŃCU WINIĆ OFIARY. Jestem Panem od Muzyki i często wstyd mi za innych “panów”.

4. Jessie Reyez – Gatekeeper

Kanada / electronic, R&B, rap / więcej informacji

Jessie Reyez należy do czołówki moich odkryć przełomu 2016/2017, a w ubiegłym roku tylko potwierdziła, że warto na nią stawiać. Prawdziwa, często szczera i na krawędzi wularności. Zwykła dziewczyna z Toronto. Choć czy na pewno taka zwykła?

“Gatekeeper” pokazał wiele tego, czego nie zdołały cudowne “Figures” i “Shutter Island”. Pozycja nr 4 na terocznej liście to kolejna już w tym zestawieniu próba walki z okropną naturą człowieka (płci męskiej oczywiście) poprzez muzykę. Mocny tekst, piekielnie intensywne dźwięki i wielki urok Jessie, która będzie gwiazdom 2018. Wiem to z dobrego źródła.

3. Sigrid – Don’t Kill My Vibe

Norwegia / electro pop, indie pop, pop / więcej informacji

Sigrid była zdecydowanie największym zwycięzcą, jeśli chodzi o artystów z podgranicza popu i alternatywy w 2017. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu tylko nieliczni słyszeli o Sigrid Solbakk Raabe, a teraz każdy umieszcza ją w podsumowaniach roku. I nie ma się co dziwić, bo potencjał (trochę marnowany przez aranżacje, ale to temat na inną rozmowę) jest ogromny, co potwiedza dotychczas wydany materiał.

Najwięcej mówiło się zdecydowanie o debiutanckim singlu “Don’t Kill My Vibe”, który na długo zawładnął umysłami ludzi z branży. Premierowy utwór pokazał dziewczynę, która wie czego chce i weźmie to z uśmiechem na ustach. Taką, która nie śpiewa ciągle o złamanym sercu, ale o wenie, której nie wolno jej zabierać.

2. Ibeyi – Me Voy feat. Mala Rodriguez

Francja/Kuba / roots, electronic, trip hop / więcej informacji

Siostry Diaz nagrały kolejną przecudowną płytę. “Ash” to materiał tak różnorodny i jednocześnie tak spójny, że naprawdę dziwiniłem się, jak to możliwe. Jednak najciekawszą kompozycją z drugiego krążka bliźniaczek i tym, który pozostał ze mną najdłużej, jest “Me Voy”, w którym Naomi i Lisa-Kainde po raz pierwszy śpiewają po hiszpańsku, a towarzyszy im latynoska raperka, Mala Rodriguez.

Auto-tune używany jako narzędzie do tworzenia nowych struktur, ciepły klimat, wiele nieoczywistych sampli i to flow – wszystko płynie i wydaje się znajome, choć, gdy po raz pierwszy usłyszałem “Me Voy”, nie miałem pojęcia o czym mówi. Idealna kompozycja.

1. Phoebe Bridgers – Funeral

USA / acoustic, melancholic pop, singer-songwriters

Zwyciężczyni mogła być tylko jedna, choć zdaję sobie sprawę, że nawet zajawkowicze, cyklicznie zaglądający na bloga nie mieli pojęcia, że to właśnie ten utwór będzie numerem jeden. Długo nie było ku temu przesłanek. Phoebe Bridgers wydała w 2017 roku niezwykłą płytę, “Stranger in the Alps”, na której roi się od pół-baśniowych, pół-horrorowych akustycznych kompozycji. Jest mistrzynią pióra, jej teksty to wiersze, które dotykają duszy. No, na pewno mojej.

“Funeral” wydaje się być prostą kompozycją, która tak naprawdę brzmi wybitnie, a dodatkowo ten tekst. Smutasy mają to do siebie, że przywiązują się do słów, a te w numerze jeden “100 z 2017”, są niesamowite. Nikt, poza samą Phoebe, nie wie, czy to jawa czy sen, czy ten pogrzeb, ta sypialnia z czasów dziecięcych i ten kolega z którym śmieją się aż do nicości są prawdziwi. Ale to nie ma znaczenia, bo uczucia nie muszą być prawdziwe, by były prawdziwe. Choćby przez moment.