Muzyka JOY. nie jest do końca tak wesoła i radosna jak mógłby wskazywać pseudonim artystki. Na pewno jednak zachwyca i przyszedł czas dowiedzieć się dlaczego.

Tę dziewczynę pokochacie błyskawicznie. Australijka wśród swoich inspiracji wymienia Fleetwood Mac, Davida Bowie’go, London Grammar i Banks. O ile pierwsza dwójka na tej liście to legendy, o tyle wartość kolejnych artystów ciągle rozpatrujemy przez pryzmat pierwszych płyt i traktujemy jako (piekielnie utalentowanych i coraz bardziej istotnych muzycznie, ale jednak) debiutantów. To połączenie to jednak nic dziwnego, bo nasza bohaterka, Olivia Joy McCarthy, ma dopiero 18 lat.

Zaczynała jako akustyczna piosenkarka i songwriterka, ale dość szybko zakosztowała słodkiego nektaru jakim jest tworzenie własnych elektronicznych bitów i stwierdziła, że to właśnie ta muzyka wyraża jej wnętrze. Olivia pochodzi z Brisbane, świetnie zna lokalną scenę i muzyków, często się z nimi spotykając i grając. Okazuje się, że kumpluje się z Timem Bettinsonem czyli Vancouver Sleep Clinic, który pojawił się na blogu w ubiegłym roku.

joy. 2

Mówi, że jest zwykłą dziewczyną, która lubi sitcomy, australijskie pop bandy i godzinami scrolluje zdjęcia jedzenia na Tumblrze. Wyróżnia ją jednak coś istotnego, nawet w świecie muzyki alternatywnej – świetnie odnajduje się w łączeniu swojego wyćwiczonego delikatnego głosu z produkowanymi, w większości przez siebie, dźwiękami. Wszystko zaczęło się przed rokiem od “Captured” – delikatne sythtroniczne dźwięki i piękny wokal. niby proste, ale chwyta.

Póżniej przyszła pora na remiksy “Captured”, a także fortepianowy cover “Marvin’s Room” Drake’a, co tylko podkreśliło potencjał, którzy w niej drzemie. Warto się z nim zapoznać, bo to istota ponownych wykonań – JOY. wniosła sporo od siebie.

Olivia nie tylko śpiewa i produkuje, potrafi także zagrać na klawiszach, perkusji, gitarze, basie, a nawet na flecie! Należy jednak pamiętać, że z powodu długoletniej gry na fortepianie ma sentyment do muzyki klasycznej i wszelkiego rodzaju standardów. Słychać do dość dobitnie w jej drugim utworze, który stał się singlem debiutanckiej EP-ki. W “Stone” oprócz dość typowych dla indietroniki sampli i syntetycznego basu możemy odnaleźć klasyczne brzmienie klawiszy oraz dźwięki saksofonu.

Największych echem odbiła się jednak ostatnia jak do tej pory kompozycja wydana przez JOY. “Weather” jest inne od poprzedników. O ile nadal duży nacisk położony jest na klawisze z odrobiną synthowego przesteru, o tyle na pierwszy plan wysuwa się zabawa wokalem – jego rozpraszaniem i deformacją. Masywny bas dodatkowo doprawia klimat i sprawia, że staje się gęstszy i cięższy. Me gusta!

Teledysk także zapiera dech w piersiach, szczególnie ze względu na pracę kamery. Ciekawe czy to wideo było kręcone na jednym ujęciu? Jeśli tak, to wielki szacunek za pomysł!

Na koniec niesamowicie eklektyczne i przepełnione energią nagranie “Take Me Over”, które nie jest autorską kompozycją Olivii, ale duetu Peking Duk. Tutaj z wokalem naszej młodej Australijki, wykonane na żywo w rozgłośni Triple J.