MADDEE pojawiła się w sieci ze swoją muzyką już 2 lata temu, wydając “Blind Eyes”, ale oprócz świetnego wokalu, nie było w tej kompozycji zbyt wielu innowacyjnych pomysłów. Podejrzewam, że właśnie z tego powodu 19-letnia obecnie Kanadyjka, postanowiła zająć się pracą i rozwijaniem swojego stylu, a nie wydawaniem kolejnych kompozycji.

Mieszkająca na co dzień w Toronto nastolatka, powróciła dopiero pod koniec września 2017 z utworem “Lost” i słychać, że jest już przygotowana. Brzmienie łączące wolną sączący się rytm R&B, pełny bas, piękną i oszczędną gitarę oraz urzekający wokal (wraz z dodatkiem harmonii wokalnych w tle), zatopione w płytko brzmiących elektronicznych elementach, które świetnie komponują się z żywymi instrumentami, sprawiło, że mocniej zainteresowałem się artystką.

Teraz, w połowie listopada MADDEE wraca z “Weight” i zaskakuje brzmieniem jeszcze bardziej. Wokal – niczym połączenie głosów Connie Constance i Willow Smith (z którą, co ciekawe, Kanadyjka występowała) – głęboki i przejmujący; aranż – o wiele bardziej oszczędny, ale intensywny, robiący zwrot w stronę elefektów i bardziej syntetycznego brzmienia. Ale te emocje, to uderzenie beatu, ta soczystość – właśnie to przykuwa uwagę.

Co dalej? Artystka wydaje swoją muzykę w Beatnik Creative, małej, londyńskiej wytwórni, która charakteryzuje się tym, że publikuje przede wszystkim EP-ki swoich artystów. Obstawiam, że to także kolejny krok dla MADDEE – w pierwszych miesiącach 2018 pojawi się mini album, a co później – wszystko zależeć będzie od wyników materiału, ale obstawiam, że przejście do większego indie labelu i praca nad materiałem długogrającym. Bardzo jej tego życzę.