W listopadzie nie pisałem o albumach, czas więc, z okazji ostatniego piątku miesiąca i wielkiego Black (New Music) Friday, podrzucić kilka pozycji, które powinny Cię zainteresować. Bądą to nagrania wydane na przestrzeni całego miesiąca.

Albumy i EP-ki, taka reguła panuje tutaj od zawsze. Ostatnio przeważają te drugie, a to z prostej przyczyny – młodzi artyści najpierw prezentują mini albumy, a dopiero później krążki długogrające. A przecież głównie początkującymi się tutaj zajmujemy. W tym wpisie proponuję sześć pozycji: album, mixtape i cztery EP. Zaczynamy!

Alicia Keys – HERE

Oczywistość w tym zestawieniu. Cudowna Alicia wydała 4 listopada szósty studyjny album Amerykanki to zmiana image’u oraz stylistyki, powrót do bardziej klasycznego, czarnego brzmiania. Pomysł doskonały, a wykonanie przyzwoite. Słucha się go przyjemnie, niestety próbuje także nam wmawiać, że podejmuje ważne społecznie tematy, co jest niestety nieprawdą. Może z małymi wyjątkami. Mocne 6.5/10.

Poniżej cudowny występ Alicii Keys dla Blogotheque w Paryżu, a tutaj „HERE” na Spotify. PS. Czy tylko ja widzę tam Carę Delevingne wśród publiczności?

Tinashe – Nightride

Również 4 listopada pojawił się mixtape Tinashe „Nightride”. Ciągle nie jest to wyczekiwana LP, pisałem trochę o tym tutaj. Mroczny, choć bez przesady, bardzo melodyjny, zatopiony w gęstym RnB. Album jest już dostępny w streamingach dla polskich użytkowników.

Poniżej wideo promujące ten projekt. Zdecydowane 6.5 i polecenie dla każdego kto przepada za amerykańskimi mieszankami rapu i rnb.

Bibi Bourelly – Free The Real (Pt. 2)

Przechodzimy do mini albumów. Pierwszym z nich jest druga EP-ka Bibi, 22-letniej wokalistki i songwriterki, która pracowała już z Rihanną, Kanye Westem i Seleną Gomez. Połączenie soulu, bluesa i akustycznych brzmień. Stać ją na dużo i ciągle to pokazuje. Dodatkowo ma charakterek, potrafi być bardzo niegrzeczna. Dam 7/10, bo zasługuje.

Mïrändä – Empire

EP-ka, która przyszła znikąd. Serio. Miranda Johnson postanowiła, że rzuci Clive Davis Institute na NYU, jedną z bardziej prestiżowych muzycznych uczelni w USA, bo program za bardzo różnił się od jej wizji. Postanowiła zabrać się na debiutancki album i wydać całość (w tym przypadku cztery utwory) od razu.

Materiał utrzymany jest w klimatach oscylujących wokół szalonego, trochę acidowego electro popu, zimniejszych melodii skandynawskiego electro i momentami, bardzo mocnych basowych elementów. Polecam bardzo, szczególnie fanom np. Grimes. Jak na EP, spokojne 8/10.

Sølv – Black Ink

Brytyjka brzmiąca bardzo północno. Sølv wydałą cztery kompozycje, tydzień po tygodniu, kończąc serię zamknięciem ich w EP. Electro pop ze smyrnięciem deep house’u i mocniejszej indietroniki, naprawdę można się zasłuchać. Mój faworyt – „I’m Your Gun”.

Nie jest to towar obszerny, ale na pewno godny uwagi. Na stronie internetowej artystki są opcje pobrania EP-ki, a także specjalnego zinu, ale niestety ciągle obwieszczają „Coming Soon”, a ja czekam. Dla tego materiału 7/10, przesłuchasz i zrozumiesz dlaczego.

Yellow Days – Harmless Melodies

Na koniec męski rodzynek. Za to jaki! George van den Broek, 17-latek o głosie siwiejącego barda. Bardziej zaawansowana dźwiękowo odpowiedź na George’a Ezrę – brzmi nieźle, prawda?

Siedem kompozycji, wydanych 18 listopada nakładem londyńskiego labelu Good Years. Blues pomieszany z rockiem, fantastycznymi, bardzo zmyślnymi melodiami, cudownym niskim głosem oraz kilkoma samplami muzyki basowej, które wpasowują się w całość naprawdę wybornie. Do odsłuchu na SoundCloudzie i Spotify. Mamy dzisiejszego zwycięzcę, ode mnie 8.5/10.

To już wszystkie dzisiejsze promocje z okazji muzycznego Black Friday. Jestem pewien, że znandziesz coś dla siebie. Daj znać, co najbardziej przypadło Ci do gustu!