Zakończyliśmy ostatnią część cyklu. Czas na podsumowanie tego niezwykłego rozdziału, który przyniósł dużo dobrej muzyki i pomógł dokładniej poznać artystów. Raz jeszcze przyjrzyjmy się zespołom.

To ostatnia część “Nowych Dźwięków 2015”. Przyznam szczerze, że nauczyłem się sporo, przygotowując sześć artykułów i lepiej poznając zespoły. Pierwotnie ta część cyklu miała nazywać się “tria i zespoły”, ale ostatecznie z tego zrezygnowałem, obecny podtytuł wydaje mi się bardziej adekwatny.

Czwarty rozdział serii to także najdłuższe teksty w jego historii. Przekopałem tony artykułów, wywiadów i recenzji. Dowiedziałem się sporo o życiu artystów, ich motywacji do tworzenia czy też planach na przyszłość. To był niezwykle ciekawy miesiąc blogowania o muzyce. Choć powinienem napisać: o ludziach muzyki.

Ciężko będzie mi sklasyfikować zespoły kryteriami, którymi kierowałem się wcześniej. Dwa spośród sześciu projektów, to bandy grające muzykę gitarową, przede wszystkim lo-fi i shoegaze – mowa oczywiście o Black Honey (Anglia) i Hinds (Hiszpania). Angielskie Arctic Lake oraz australijskie Stonefox tworzą dźwięki na pograniczu minimalistycznego ambientu i synthu, choć przemycają wiele elementów songwritersko-folkowych. All We Are to natomiast trio międzynarodowe (Brazylia/Irlandia/Norwegia), które psychodeliczne indie miesza z elektroniką. Na końcu zostało Chinah, bo Duńczycy są najklarowniejsi gatunkowo – łączą delikatne PBR’n’B z popem i synthem.

Klikając w nazwy zespołów przeniesiesz się do artykułów im poświęconych.

Zespoły 1/6: Arctic Lake

Zespoły 2/6: Stonefox

Zespoły 3/6: All We Are

Zespoły 4/6: Black Honey

Zespoły 5/6: Hinds

Zespoły 6/6: Chinah

A teraz czas przypomnieć sobie jak brzmi każdy z młodych zespołów. Przygotowałem dla Ciebie krótką playlistę z muzyką tej świetnej szóstki. Odpalaj i słuchaj!

I to już wszystkie projekty o których chciałem napisać w Nowych Dźwiękach 2015. To był spory wysiłek, godziny spędzone na szukaniu informacji, pisaniu, korekcie i zastanawianiu się, jak powinien wyglądać każdy z tekstów. Ale było warto. Mam nadzieję, że Ty myślisz podobnie.

Według pierwotnych założeń, skończyć miałem tuż przed świętami Bożego Narodzenia, a więc niecałe dwa tygodnie poślizgu, przy tym nakładzie pracy, nie wydają się wcale takim złym wynikiem :)

Niedługo pojawi się jeszcze wpis zbierający cały tegoroczny/ubiegłoroczny cykl. Na pewno dam znać! Do przesłuchania!