Niezwykły pomysł, który przerodził się w sukces. Chcieli sprawdzić siebie w roli prawdziwych songwriterów, wyszedł z tego jeden z najspójniejszych albumów tego roku. Historia duetu Oh Wonder.

Duet z Londynu ze sporym muzycznym stażem. Ona – Josephine Vander Gucht, znana wcześniej jako LAYLA. On – Anthony “Ant” West, wokalista i gitarzysta Futures oraz We The Wild. Spotkali się, by popracować nad studyjnym projektem, który pierwotnie miał nazywać się Wonder Wonder. Chcieli sprawdzić się w roli songwriterów i nauczyć pracować regularnie, pod presją czasu. Założenie było proste – od 1 września 2014 do 1 września 2015 co miesiąc publikować nowy utwór, by na koniec wydać własnym sumptem debiutancki krążek i dopiero wówczas zagrać pierwszy koncert.

Okazało się to doskonałym pomysłem, pierwszą taką ideą od 1992, gdy to indie rockowy zespół The Wedding Present wydawał singiel co miesiąc. Bardzo szybko podłapały to blogi i serwisy muzyczne, od razu interesując się przedsięwzięciem. Wszystko rozpoczęło się od “Body Gold”, nagranego w salonie Josephine ponad rok przed oficjalną publikacją.

Proste elektroniczne sample i smukłe wokale. Wszystko stworzone przy pomocy mikrofonu i laptopa. Już przy tym utworze zauważyć można cechę charakterystyczną Oh Wonder – wszystkie kompozycje wyśpiewywane są dwugłosem, Josephine + Anthony.

Po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką duetu przy okazji trzeciego singla “Dazzle” w listopadzie 2014. Przypadł mi do gustu do tego stopnia, że znalazł się w playliście podsumowującej tydzień, a także w zestawieniu najlepszych utworów ubiegłego roku. Słychać wyraźnie, że Jo i Ant uporali się z problemami aranżacji i nagrywania muzyki elektronicznej, zaczęli doszlifowywać je do maksimum. Piękna ballada z wieloma subtelnymi samplami, inspirowana ludźmi uzależnionymi od hazardu.

Na przełomie roku nadeszły “All We Do” (piękna, subtelna ballada z pianinem w tle) i “The Rain”, które nadal oszałamiały świeżością i pokazywały z jak utalentowanymi i doświadczonymi artystami mamy do czynienia. Lutowe “Lose It” jest natomiast najchętniej odtwarzanym singlem z 3.1 mln odsłuchów na SoundCloudzie.

W tym momencie nadszedł kryzys. Nie mam informacji czy faktycznie tak było, czy to wyłącznie moja interpretacja, ale przez kolejne pół roku bardzo sceptycznie podchodziłem do każdego nowego utworu, bo wydawały mi się one jednostajne i niemal identyczne. Dodatkowo zgubiła się gdzieś ta synthowa pierzynka, nad którą tak pieczołowicie pracowali na początku.

Okazało się jednak, że zakończenie prac wypadło ponadprzeciętnie. Rozpoczęło się od “Drive”, które, mimo że oparte przede wszystkim na klasycznych klawiszach i bardziej symfonicznej aranżacji, dodało życia temu, dwugłosowemu i na tym etapie powtarzalnemu, modelowi. 1 września 2015 roku przyszedł czas na ostatni kawałek przed wydaniem albumu zaplanowanego na pierwszy piątek miesiąca. “Without You” okazało się pięknym zwieńczeniem procesu twórczego. Znów dość prostym, ale bardzo rytmicznym i wpadającym w ucho. Piosenka doczekała się także wideo – prostota i pastelowe barwy świetnie oddają stylistykę całego projektu.

Oh Wonder powstało jako taki “projekt-śmietnik” – Josephine i Anthony szukali odpowiedniego miejsca, by popracować nad swoimi songwriterskimi umiejętnościami, a charakterystyka tekstów i kompozycji, które tworzyli, nie pasowała do żadnego z ich ówczesnych. Dlatego dopiero sześć lat po pierwszym spotkaniu postanowili rozpocząć współpracę, która dała nam piękny duet.

Każda piosenka z osobna jest podobna do pozostałych i wydaje się, że powtarzanie schematów przez piętnaście utworów, nie może dać dobrych rezultatów. Nawet nie wiesz w jak dużym byłem błędzie! To właśnie ta powtarzalność, uzupełniana o coraz to nowe, acz delikatne elementy, okazała się kluczem do sporego sukcesu. Okazuje się bowiem, że “Oh Wonder” to jeden z najspójniejszych albumów tego roku.

Oh Wonder 1

Album ukazał się 4 września 2015 roku, tuż po premierze duet wyruszył w trasę. Pierwszym przystankiem było londyńskie studio Maida Vale, w którym nagrali sesję live dla BBC Radio 1. Okazuje się także, że większość koncertów (grają nawet w Rosji i Australii) została wyprzedana.

Geniusze planowania czy fenomen nie do powtórzenia? Czy Oh Wonder udało się odnieść ten spory sukces, tylko dlatego, że postawili na dawno niewidziany schemat? Wątpię i myślę sobie, że to po prostu bardzo zdolni artyści.