Covery wcale nie są takie straszne, jak możnaby o nich myśleć. Przed Tobą osiem utworów, w nowych wersjach, które sprawiają, że znane kompozycje brzmią zupełnie inaczej.

Mówi się, że covery i remiksy zabijają utwory. Że gubi się w nich dusza autora i stają się ponownie przeżutą gumą. Jeśli chodzi o remiksy, reworki i inne ingerencje producentów, z reguły zgadzam się z tą opinią. Gdy jednak ktoś próbuje wmówić mi, że nie da zrobić się wspaniałego i nowatorskiego coveru, każę puknąć mu się w czoło. Jak może tak mówić?

Postaram się udowodnić, że zdolny muzyk potrafi zrobić wiele dobrego coverując utwory znane na całym świecie. Czasem proponując nową jakość i powodując, że piosenki powracają z otchłani zapomnienia i przeżywają drugą młodość.

The Civil Wars – Billie Jean

Oryginalne wykonanie: Michael Jackson

Cover duetu pochodzi z 2013 roku i “Between The Bars EP”. Przebój Króla Popu wykonany akustycznie na dwa głosy – męski i żeński. Piękno samo w sobie. Subtelność, minimalizm, pomysłowość. Tak tworzy się genialne wersje przebojów.

MisterWives – Riptide

Oryginalne wykonanie: Vance Joy

Utwór Jamesa Keogha czyli Vance’a Joya pochodzi z 2013 roku, więc jest to kawałek świeży. Nie przeszkodziło to jednak w świetnym scoverowaniu go przez nowojorski zespół MisterWives.

Podoba mi się podejście zespołu do utworu – jest on odrobinę lżejszy muzycznie od oryginału, no i męski głos zastąpiono wokalem żeńskim, a to właściwie zawsze najlepsza metoda (zmiana płci wokalisty) na zrobienie czegoś od nowa. To wykonanie zostało zarejestrowane podczas sesji live i nie jest dostępne poza Spotify.

Josef Salvet – Diamonds

Oryginalne wykonanie: Rihanna

Po raz kolejny widać wyraźnie, że aranżacja i zmiana wokalu (czyli wszystkiego poza tekstem, ale niech będzie) wystarczają by absolutnie przekształcić utwór. Pokazać go z kompletnie innej strony. Pięknej strony.

Josef udowodnił już nie raz na co go stać. To on powinien być gwiazdą pop rozpoznawalną na całym świecie. Potrafi być równie kontrowersyjny co Pani z Barbadosu, a do tego jest utalentowany.

José González – Heartbeats

Oryginalne wykonanie: The Knife

Najbardziej znany utwór szwedzkiego duetu elektronicznego The Knife w wykonaniu akustycznym? I to jeszcze Jose Gonzaleza z Junip? Bajka.

Uwielbiam “Heartbeast” w pierwotnym brzmieniu, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta, akustyczna wersja wyciska z tego materiału maksimum. I jest śliczna. Powstała w 2006 roku czyli cztery lata po wydaniu oryginału. Możesz znać ją przede wszystkim z reklamy telewizorów – była podkładem dla 250 tysięcy kolorowych gumowych piłeczek spadających wzdłuż ulicy.

Madi Diaz – Straight Up

Oryginalne wykonanie: Paula Abdul

O tym wykonaniu Madi Diaz pisałem już we wrześniu. Urzekła mnie jej akustyczna wersja przeboju końca lat 80. Jest niesamowita i zupełnie inna. Magiczna oraz nadająca się do słuchania zawsze i chyba na zawsze. Nie zestarzeje się przez lata. A to kolejny argument optujący za słusznością coverowania utworów, które zostały dotknięte zmieniającymi się możliwościami muzycznymi i trendami.

Kiesza – Take Me To Church

Oryginalne wykonanie: Hozier

Kiesa Rae Ellestad w oczach ludzi takich jak ja, czyli tych, którzy odrzucają całkowicie to, co usłyszeć można w mega-ultra-superkomercyjnych rozgłośniach radiowych, straciła wiele przez promowany na hit  wakacji utwór “Hideway”. Jednak nawet w tym nieszczęsnym przeboju widać wyraźnie, że dziewczyna ma niezwykły talent. I zdecydowanie potwierdza to coverując to co niecoverowalne – piosenkę Andy’ego. Robi to w niesamowity sposób.

Właśnie po to nagrywa się nowe wersje cudzych utworów – żeby nadać im zupełnie inne, nieoczywiste brzmienie.

Daniela Andrade – Crazy

Oryginalne wykonanie: Gnarls Barkley

Daniela znana jest z coverowania utworów – to przede wszystkim tym się zajmuje. Tym razem z utworu wykonywanego przez mężczyznę stworzyła piękną (i gitarową!) balladę miłosną. Powaliła mnie na kolana, choć od dawna uważam, że ma wielki talent i chyba czas na poważnie zająć się własnym repertuarem.

Karnivool – Hey Now

Oryginalne wykonanie: London Grammar

Mimo że wyznaję londongrammaryzm, to jestem zdanie, że to naprawdę fajny cover. I przede wszystkim inny, a przecież tego oczekuje się od naśladownictwa – dania czegoś od siebie.

Mimo bardzo podobnego początku, w wersji australijskiego bandu progrockowego jest więcej gitar i efektów. Rzuca to nowe spojrzenie na smutne ballady projektów muzycznych sceny alternatywnej.

Cover wykonany podczas występu w australijskim radiu Triple J w “Like A Version”.

I co powiecie teraz niedowiarki! To jedynie osiem utworów, które wybrałem do tego wpisu. Mam nadzieję, że nie będę już nigdy musiał nikomu mówić, że covery to trudny kawałek chleba (coverować trzeba umieć!), ale da się uczynić z tego wielką sztukę.

Jeśli i Ty borykasz się z tym problemem, odeślij takiego delikwenta do tego wpisu. Może wówczas zmieni zdanie. Do przesłuchania!