Australijski projekt, który szuka idealnego połączenia dream popu, indie i elektronicznego ambientu, dodając do tego mnóstwo melancholii oraz słońca.

Stonefox to trio z Melbourne, które gra mieszankę indie i ambientu zanurzoną w melodyjności popowych ballad. To muzyka przede wszystkim dla fanów Daughter i The xx, bo wiele w tych brzmieniach inspiracji brytyjskimi projektami. Ich pierwszy utwór „All I Want” ukazał się już w lipcu 2013 roku i został tworzony na laptopie Jenny Russo czyli wokalistki zespołu.

Zespół chwali się (i właściwie słusznie), że ich debiutancki singiel dość szybko zawładnął Hype Machine i był bardzo często publikowany na blogach muzycznych. To tylko wzmogło zainteresowanie Stonefox. Australijczycy przykuwają świeżością brzmienia, wrażliwością i łączeniem popowych tropów z czymś zupełnie nowym.

Zamieszanie jakie wywołało „All I Want” przełożyło się na zainteresowanie, ich muzyka była puszczana w kalifornijskim KCRW oraz australijskich – Triple J, Triple M Melbourne oraz FBI Radio. Ich pierwsza EP-ka została wyprodukowana przez Simona Moro, który pracował z Vance’em Joy’em i Ta-Ku. A to dość spory sukces na początku drogi Stonefox.

Do samej „Surface” EP wrócimy, teraz zatrzymajmy się przy członkach zespołu. Wspomniana Jenna Russo jest wokalistką i gra na gitarze, Tim Carroll wspomaga ją przede wszystkim gitarowo, ale często także wokalnie, do tego obsługuje synth. O rytm i tempo za sprawą perkusji i drum padów dba natomiast Monica Spasaro, która odpowiedzialna jest również za drobne, elektroniczne smaczki.

Tim Carroll, Jenna Russo i Monica Spasaro
Tim Carroll, Jenna Russo i Monica Spasaro

Na ich muzykę wpadłem za sprawą utworu „Arrow”, który pozostaje od tamtej pory moim ulubionym. Było to na chwilę przed publikacją mini albumu, mniej więcej na początku tego lata. „Surface” EP pojawiła się 10 lipca 2015 i zawiera pięć kompozycji. Jest to wydawnictwo podsumowujące to, co osiągnęli przez prawie dwa lata działalności, możemy więc na epce znaleźć zarówno „All I Want” jak i „Heart” czy „This City”, które pojawiły się na YouTube na przełomie 2014 i 2015 roku.

„Arrow” to właściwie kwintesencja tego co Stonefox prezentują. Choć w tym utworze to do Tima należy wokal wiodący, to klimat odwzorowany jest perfekcyjnie. Dream pop zmieszany z indie i muśnięty ambientową elektroniką. Czuje się młodość, powiem świeżości, czegoś nowego i skąpane w słońcu plaże Melbourne. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie gubi się sznyt europejskiej muzyki – słychać gitary w stylu The xx czy bridge wyjęte z kompozycji Daughter.

To, co najważniejsze w tym albumie, bo wysuwa się na pierwszy plan, to muzyczna spójność. Wszystkie utwory mają ten sam motyw przewodni, ciepłą gitarę otuloną przez równie piękny i słodki wokal Jenny, wokół których dobudowywane są kolejne segmenty. To wielka siła młodego projektu, który od początku pokazuje, w czym tkwi jego siła i co jest jego wyróżnikiem.

Stonefox nie są rozpoznawalnym projektem na świecie, drugą połowę roku spędzili na koncertowaniu po Australii. Nie wiemy także nic o kolejnych wydawnictwach tria. Być może nigdy nie usłyszy o nich szersza publiczność. Czuję, że taki scenariusz jest możliwy. Ale to jest w tym wszystkim najmniej istotne. Widać i słychać, że dobrze czują się ze sobą i z muzyką, którą tworzą, a to najważniejsze.

Na pewno będę wyczekiwał na nowości od Kamiennich Lisów, bo to muzyka, która do mnie przemawia – subtelna, słoneczna i bardzo emocjonalna.